sobota, 30 maja 2015

Pan D

Cześć wreszcie trochę czasu na pisanie więc zaczynam.

 Początek historii miał miejsce w Sylwestra z 2012 roku na 2013 rok, składając sobie życzenia, dzwoniąc po znajomych nagle moja koleżanka dała mi telefon z rozpoczętą już rozmową z Panem D. Nie znałam Go, byłam już "rozluźniona" dosyć wiadomo jak to w Sylwestra, składałam mu życzenia a on mnie. Po kilku dniach okazało się, że chodzi do klasy mojego kumpla Pana A. (Sam Pan A. to temat dosyć szeroki, ale o tym może kiedy indziej). W lutym ,chodząc jeszcze do liceum, zaczęły się ferie, Pan A chciał mnie zapoznać z Panem D. Tak się też stało i czasami myślę, że lepiej by było gdybyśmy się wtedy nie spotkali. No i cóż tak się potoczyło zakochałam się, choć na początku było to tylko zauroczenie. Zaczęliśmy się spotykać na kawę, herbatę, różne rzeczy w międzyczasie się działy, wiele moich przyjaciół wcześniej mówiło mi, że nie ma o co walczyć. Pamiętam jedna dużą kłótnie walczyłam jak lew o to by nie stracić z nim kontaktu, możliwe że już wtedy wyczuł jak bardzo mi zależy. Byłam naiwna, Pan D wiedział, że mi się podoba zwodził mnie jak tylko mógł. Nie należę do szczupłych kobiet, dlatego też nie miałam nigdy chłopaka ani żaden się mną zbytnio nie interesował. Natomiast Pan D robił wiele dwuznacznych według mnie rzeczy wobec mnie, no bo jak zinterpretować kartkę z wakacji z Włoch w kształcie serduszka albo róże nie wspominając o naszych rozmowach. Uczucie i jego gesty doprowadzały mnie do szaleństwa, ponieważ momentami myślałam, że coś z tego będzie a z drugiej strony, że to nie możliwe. W końcu 24 grudnia o północy radośnie oświadczył mi że ma dziewczynę. To był dla mnie szok, pamiętam płakałam pół nocy a rano ledwo żywa udawałam przed bliskimi szczęśliwą. Jak się później okazało ten związek trwał aż cały tydzień. Później była moja studniówka oczywiście zaprosiłam Pana D. Ogólnie mówiąc olałam wszystko i się bawiłam, żeby wynieść choć ksztę radości ze swojej własne studniówki, ponieważ on ciągle gdzieś znikał a na koniec podrywał dziewczynę kolegi z klasy. Było mi tak przykro i smutno. Wróciłam do domu i znów płakałam do poduszki, z perspektywy czasu wolałabym iść sama. Dalsze dni i tygodnie po studniówce pokazywały, że miedzy nami powstawały jakieś konflikty nawet nie kłócąc się było czuć zgrzyty. Tyle, że ja Go po prostu kochałam i cokolwiek by nie zrobił jakoś przeszła mi złość i go wytłumaczyłam sama przed sobą. Nagle coś we mnie pękło i nie pisałam do niego, ale on do mnie tez nie i tak wytrzymaliśmy jakieś dwa miesiące. Po tym czasie napisałam do niego i wyciągnęłam rękę, bo gdybyśmy się pokłócili to wiedziałabym dlaczego ze sobą nie rozmawiamy a tak było to dziwne, nie chciałam trwać w takiej sytuacji. Niestety dopiero co się pogodziliśmy i myślałam, że spędzimy całe wakacje na jakiś wypadach na kawę, do kina itp Pan D ogłosił mi, że wyjeżdża na 2 miesiące do pracy do wujka do Irlandii. Świetnie... Podczas jego nieobecności gadaliśmy czasami przez Skype a gdy wrócił zamiast się spotkać i nadrobić stracony czas on pokazał focha nie wiedzieć czemu, ja nie byłam mu dłużna no i hmmm... Takim sposobem nie rozmawialiśmy od 8 miesięcy, właściwie nawet się nie pokłóciliśmy ostatnie jego słowa to "ja spadam, może będę potem paa"  Byliśmy przyjaciółmi przynajmniej tak myślałam i Pan D tak mówił, ale chyba tak nie myślał. Nie ukrywam, że liczyłam na coś więcej, ale przeliczyłam się nawet w kwestii przyjaźni. Sama nie wiem co o tym myśleć, w tym roku napisał mi życzenia urodzinowe jakby nigdy nic i na święta. Za urodzinowe podziękowałam, ale na świąteczne nie byłam w stanie odpowiedzieć wciąż czuje, żal. Na dodatek ma dziewczynę, początkująca modelka i studentka dziennikarstwa Pani A, zapomniałam wspomnieć, że Pan D marzył o karierze modela jak mieliśmy jeszcze kontakt sama robiłam mu zdjęcia. Najgorsze jest chyba to, że wszyscy moi przyjaciele myślą, że to już jakby skończony wątek, w końcu mówili mi co o nim sądzą, ale ja cały czas o nim myślę i za żadne skarby nie mogę przestać ale też nie mogę się nikomu przyznać, że wciąż coś do niego czuje mimo wszystko. W najmniejszym skrócie opisałam sytuacje, która w jakiś sposób wciąż mnie boli i często do niej wracam, więc pomyślałam, że warto opisać, aby każdy czytelnik wiedział co się kryje za hasłem Pan D.

sobota, 23 maja 2015

II

Czas zacząć pisać konkretami, więc na początku zaznaczę, że inspiracje do prowadzenia bloga zaczerpnęłam z serialu, więc mówiąc o kimś z mojego otoczenia będę używała Pan/Pani + pierwsza litera imienia ;).

Mam chwilkę czasu, wymuszony odpoczynek choć troszkę w sobotę wytchnienia od nauki. Studiuje germanistykę, ogólnie podoba mi się choć teraz widzę że akurat wybrałam najtrudniejszy profil czyli translatorykę. Problem polega na tym, że na jednych zajęciach robimy jak w szkole tylko bardziej rozszerzony działy o rodzinie, hobby, zdrowiu itp, zaś z drugiej strony mamy zajęcia typowo prawnicze na których mało kto coś rozumie z wyłączeniem osób, które mieszkały zagranicą. Jestem ambitną osobą i chce osiągać jak najlepsze wyniki, ale tam jak coś zdam to już się ciesze, że mam to z głowy i z tym mi źle, uczę się jak tylko mogę, więcej nie dam rady, Paranoja uwielbiam ten język i zajęcia z nim, ale uzyskanie zaliczenia z typowo prawniczych zajęć to graniczy z cudem, obawiam się że po prostu to jest zbyt trudne dla mnie. Choć nie mam z kim o tym pogadać, przytłacza mnie to powoli coraz bardziej i na samą myśl boli mnie brzuch...

czwartek, 21 maja 2015

Słowem wstępu

Hej,
Wiele blogów już miałam, wiele zmarnowałam i zawsze obiecywałam sobie, że to ten, na długo niestety rzadko dotrzymywał roku. Myślę, że to spowodowane było tym, że nie mogłam pisać o sprawach, które  dzieją się wokół mnie szczerze, otwarcie bez skrępowania, że któryś z moich przyjaciół obrazi się o jakieś słowa zawarte w tym czy innym poście. Postanowiłam więc spróbować jeszcze raz natomiast o blogu nie mówię nikomu a czytelnicy, czyli także Ty znają mnie jako Estera.
Witam na moim Blogu i zapraszam do lektury ;)